Finlandia to najszczęśliwszy kraj na świecie.
19

Od czasu do czasu przewija się informacja że Finlandia to top3 jeśli chodzi o szczęśliwe życie. Jako powód powszechnego szczęścia podaje się super podejście do dzieci i asertywne podejście dorosłych.

Byłem tam raz zrobić audyt dostawcy. Od samego początku nie szło. Kolesie co pół godziny pytali o przerwę. Dokumentacji najczęściej brak. Operatorzy na pełnej wyjebce - odbij kod, puść maszynę. Jak stanie dzwoń utrzymanie ruchu.
Dramat się zaczął przy pytaniach szczegółowych. Mieli robić dla nas detale na których są normatywne wymagania bezpieczeństwa więc nie za bardzo mogłem im odpuszczać.
Zarządzanie rysunkami było, jest, nie ma. Procedury kontroli są, ale nie tutaj, tylko tamtaj. Możemy je zobaczyć ale nie dziś. Świadectwa kalibracyjne, wzorce, przymiary - wszystko gdzieś jest tylko akurat nie pamiętamy gdzie.
W połowie dnia to już miałem czerwone uszy. Byłem pewien że mój angielski jest tak chujowy że oni mnie nie rozumieją i to wszystko przez to. Więc jak wrócę do firmy to będzie poruta.
Dopuszczenia techniczne maszyn. No na pewno gdzieś są. Współczynniki zdolności procesowych. Tak nadzorujemy, ale gdzieś je akurat położyliśmy. Nadzór nad dokumentacją - mamy zarys procedury.
Pod koniec dnia to już nie wiedziałem co robić. Kolesie dali dobrą cenę. Jak wrócę i powiem NIE , to mnie zakupy zatłuką. Jak wrócę i powiem TAK a coś się potem spierdoli to mogę mieć pełne spektrum zachowań fekalnych włącznie z wizytą w sądzie.
W akcie ostatecznej desperacji zrobiłem im listę. Te rzeczy muszę zobaczyć i bez tego ani rusz. Przygotujcie je na spokojnie na jutro rano i zaczniemy jeszcze raz.
Spierdzieliłem do hotelu. Wprawdzie mnie tam zapraszali na kolacje, ale generalnie nie lubię służbówek i jak gdzieś jadę to wolę się przejść i pozwiedzać, choćby to było zadupie.
Drugi dzień rano. Przybywam do firmy a tu zamiast jak wczoraj pięciu osób na otwarciu, tylko dwie z ich strony. Pytam czy reszta dołączy.
- Nie bo mają inne ważne sprawy i nie mogą.
- Dobra, a dokumenty przygotowaliście?
- Nie, bo konczymy prace o 16 i nie zdążyliśmy.

No i siedzę i myślę. Albo ja jestem głupi albo oni. Audyt nie zdarza się codziennie. Klient przyjeżdża chce zobaczyć co mogą zaoferować, można raz na kwartał zostać tą godzinę dłużej i się przygotować. No nic, zaczynamy drogę przez mękę. Wygląda to dokładnie tak samo jak wczoraj. Było ale w tej konkretnej chwili nie pamiętają gdzie to położyli.

Dałem radę wytrzymać w tym stylu do mniej więcej jedenastej. Jak nie chcą z nami biznesu robić to mogli od razu powiedzieć. Tak to ja mam cztery dni wyjęte z życiorysu a dostawca leci ze mną w kule.

I wtedy wpadłem na najgorszy pomysł jaki mogłem. Siadłem z tymi dwoma miśkami, i powiedziałem przy takim stanie rzeczy nie mogę im tego audytu zaliczyć. Mało tego zamierzam poinformować jednostkę certyfikującą że nie spełniają wymagań iso którymi się szczycą. Miałem nadzieje że to ich trochę zepnie i dostarczą choć część niezbędnych papierów.
Zamiast tego jeden z kolesi się rozpłakał i wyszedł. Drugi powiedział że jeśli będę im groził, to nie podejmą z nami współpracy.

Rozwalił mnie totalnie. Zrobiłem spotkanie końcowe. Nawet dyrektor firmy się pofatygował. Pokazałem listę rzeczy o które prosiłem a których nie dostarczyli. Powiedziałem że audytu nie zaliczyli i nie będę ich rekomendował do tego projektu. Zebrałem się i pojechałem do hotelu.
Godzinę później miałem telefon od swojego szefa "czemu się znęcam nad dostawcą, czemu ich zastraszam i szantażuje". Dyrektor firmy zadzwonił do mojego kierownika z pretensjami. Okazało się że ci trzej kolesie co się nie stawili drugiego dnia, poszli na L4 z powodu stresu.
Z mojego powodu.
Wyjaśniłem jak się sprawy mają i następnego dnia wróciłem do kraju. Wysłałem im raport niezgodności którego nie uzupełnili nigdy.

Ot i cała tajemnica szczęścia. Niewiele od siebie wymagają. Głównie to głaszczą się po głowach.

Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.11280989646912