Potrzeba wsparcia
123

Pewnie zastanawiacie się, co taki wygrywa, ojciec piątki dzieci, nieźle zarabiający, właściciel mieszkania z ogródkiem w dużym mieście, w ogóle robi na jbzd? Ano koledzy, dopadło i mnie. Po chyba nastu latach przeglądania tego portalu i ja się dołączam. Co zepchnęło mnie aż na takie dno? Jak można się spodziewać: kobieta. Otóż mojej żonie znudziło się być żoną i matką. W zeszłym roku przyłapałem ja na zdradzie: znalazłem wiadomości na msg, z których niezbicie wynikało, że moja luba jest nie tylko moja. Znalazłem kilka niepokojących konwersacji. Przez 10 lat nigdy nie zaglądałem do jej telefonu, ale wtedy coś mnie tknęło. Potem okazało się, że miała konto na portalu randkowym. No ale że mamy małe dzieci, że spędziliśmy ze sobą kawał czasu, postanowiłem dać temu jeszcze jedną szansę, tym bardziej, że żona twierdziła, że spotkała się tylko z jednym z facetów i tylko się z nim "pocałowała na do widzenia". Powrót do życia po zdradzie jest trudny, są wzloty i upadki, u nas nie było inaczej. Ale czyniąc długą historię krótką: jakieś dwa miesiące temu postanowiłem, że trudno, trzeba ostatecznie zaryzykować i rzucić się na główkę w zaufanie do żony, żeby to faktycznie miało sens. Od tamtej pory mocno się między nami poprawiło, właściwie było bardzo dobrze, jak za najlepszych lat małżeństwa. Ale jakoś w ciągu ostatnich dni zaniepokoiło mnie zachowanie żony. Znów zajrzałem do telefonu. I znów znalazłem resztki jej rozmów. Resztki, bo była ostrożna i kasowała, co mogła. Tych jakoś nie zdążyła. Po kilku rozmowach wyszło, że znów ma konto na portalu randkowym, że widuje się z jednym z facetów poznanych rok temu, a do tego ma nowe "znajomości". Tym razem już przyznała się do relacji seksualnych (które miały mieć miejsce już przed rokiem, ale wtedy jakoś nie wspomniała...). Postanowiliśmy, że to czas na rozwód. Wiadomo, że ja też nie byłem ideałem, pewnie trochę ją zaniedbałem. W końcu musiałem utrzymać nasza dużą rodzinę (żona nie pracowała zawodowo, a wbrew temu, co tu się czasem pojawia, socjal w Polsce nie pozwala na wygodne życie, zresztą słusznie). Też cały czas jakoś próbowaliśmy właśnie finansowo stanąć na nogi. Już się człowiek dochrapywal, a tu nagle... Najbardziej boli mnie to, że ona nie zerwała tego kontaktu, czyli tak naprawdę nie próbowała niczego naprawiać, kłamała cały czas... Tym razem nawet nie chciała się przyznać. Może było jej wygodnie z utrzymującym mężem i kochankiem na boku? Dodam, że oboje przez ten rok chodziliśmy na terapię indywidualne, a przez pewien czas też na małżeńską. Moja mnie bardzo pomogła, bo uporałem się z tą zeszłoroczną zdradą, zrzuciłem ja ze swoich barków. Ale i tak teraz czuję potężne negatywne emocje: smutek, żal, poczucie bycia oszukanym. Czasem człowiek zachowuje się tak, jak by nie chciał. Dopytuję ja o te spotkania, chociaż mnie to żenuje i brzydzi. Zaglądam do jej telefonu, chociaż to bez sensu, bo czego jeszcze się dowiem? Sprawa jest świeża i najgorsze chyba jest to, że wciąż jest we mnie taka naiwna cząstka, która ją kocha i wierzy w możliwość powrotu. Mózg mówi co innego, ale serce jest głupie. Co szanowne grono ekspertów może mądrego powiedzieć w tej sytuacji? Chyba potrzebowałbym wsparcia. Nie chcę jej znienawidzić, bo mamy przecież wspólne bąbelki, które mają prawo do mamy i taty. Nie podałem wszystkich szczegółów, bo za mało tu miejsca, ale dorzucę tylko jeszcze, że szanowna jej mamusia o romansie wiedziała, a jeszcze miała czelność gdzieś tam w trakcie tego roku wypytywać mnie, czemu nam się nie układa... I chyba jeszcze jedno mnie załamuje. Bardzo niedawno byliśmy na weselu i żonka wciąż mi powtarzała, że bardzo mnie kocha, że jej się podobam itd... Piwniczaki, co wy na to? Emocje takie, że, jak widzicie, nie mogę nawet spać.

0.034862995147705