49
Jeżeli popłynęliście podczas ostatniej imprezy, to informuję, że dotarliście do czwartej części artykułu o Nestle.
Wojny majonezowe część czwarta
„Panta rhei”, czyli wszystko płynie – tzn. woda chwilowo nie płynie, bo jest zamknięta w butelkach, ale za to pieniądze płyną szerokim strumieniem.
Kalkulacja kosztu przeprowadzona w latach 2000–2010 wykazała, że dla butelki wody kosztującej w USA pomiędzy 1 a 2 dolary, koszt surowca to 0,0001 USD, a cała reszta, czyli butelka i logistyka, to od 0,20 do 0,40 USD. Taka dysproporcja pomiędzy kosztem a ceną finalną była paliwem dla społecznego oburzenia, a woda butelkowana okazała się nie produktem pierwszej potrzeby, lecz marżą w plastikowym opakowaniu.
Jedna z największych batalii o wodę rozegrała się w Michigan, w okolicy jeziora Mecosta i potoku Ocqueoc. W rejonie tym wodę pompowano pod marką Ice Mountain; miała ona pozwolenie na pobieranie 400 galonów na minutę (ponad 1500 litrów) z podziemnej warstwy wodonośnej. W tym miejscu pozwolę sobie zacytować artykuł Wayne State University (12.2016), aby przynajmniej trochę wyjaśnić, dlaczego przestarzałe przepisy pozwalają pobierać wodę praktycznie za darmo: „W stanie Michigan firma Nestlé pozyskuje wodę zgodnie z tzw. doktryną «rozsądnego użytkowania», prawem nadbrzeżnym wywodzącym się z brytyjskiego prawa zwyczajowego. Doktryna ta zezwala właścicielom gruntów na korzystanie z wody na lub pod ich i sąsiednimi nieruchomościami, pod warunkiem, że korzystanie to nie wpływa negatywnie na sąsiednie wody gruntowe lub powierzchniowe. Filozofia ta głosi, że nikt tak naprawdę nie jest «właścicielem» wód gruntowych, ale każdy ma prawo do rozsądnego korzystania z nich w związku z gruntami nad nimi położonymi”. Pozew złożyła grupa Michigan Citizens for Water Conservation i kilku właścicieli gruntów, których duży pobór wody bezpośrednio dotykał. Dowodzili oni, że działalność Nestlé obniża poziom wód gruntowych, co prowadzi do wysychania ich studni, zmniejsza przepływ w strumieniu Ocqueoc, zagrażając żyjącym w nim pstrągom i ekosystemowi, oraz osusza mokradła, które są kluczowym habitatem i naturalnym filtrem wody.
Wojny majonezowe część czwarta
Sędzia Lawrence Root wydał przełomową decyzję. Stwierdził, że dowody są „przytłaczające”, i nakazał Nestlé natychmiastowe ograniczenie poboru wody do 200 galonów, a w niektórych miejscach – wstrzymanie wydobycia. Była to pierwsza tak dotkliwa przegrana Nestlé w USA w tej kwestii. Nestlé natychmiast odwołało się od tego wyroku i w orzeczeniu sądu apelacyjnego stanu Michigan sędziowie uchylili nakaz sądu pierwszej instancji. Kluczowe było ich stwierdzenie, że pozwani nie udowodnili „bliskiego, bezpośredniego” związku między działaniami Nestlé a szkodą na ich własności w sposób wymagany przez stanowe prawo wodne. Uznali, że pozwolenie jest ważne. Decyzja była dotkliwym ciosem dla lokalnej inicjatywy, ale nie poddali się i dalsze ich działania doprowadziły do ugody w 2006 roku na następujących warunkach:
1. Nestlé mogło kontynuować pobór na poziomie 218 galonów na minutę (mniej niż pierwotne 400, ale więcej niż nakazywał wyrok z 2003 r.).
2. Firma musiała sfinansować i wdrożyć szczegółowy program monitoringu środowiskowego, śledzący poziom wód, przepływy w strumieniach i stan mokradeł.
3. Utworzono fundusz na naprawę ewentualnych szkód.
Ten spór udowodnił lokalnym społecznościom, że można walczyć z gigantem pomimo dysproporcji sił, a przekaz medialny rozszedł się po całym kraju i dał impuls do działań w innych miejscach. Nestlé wytrzymało aż do roku 2014, żeby nic nie odjebać w tamtej okolicy, ale to już następna dekada, więc wrócimy do tego później.
Wojny majonezowe część czwarta
W 2005 roku ukazał się dokument „We Feed the World”, a w nim słynna wypowiedź CEO Nestlé. Przeanalizujmy ją trochę, bo jak zwykle w takich sytuacjach wersje są różne, a interpretacje to już całkiem inna bajka. Głównym wątkiem zapalnym był ten fragment:„Woda jest oczywiście najważniejszym surowcem, jaki mamy dzisiaj na świecie. To pytanie, czy powinniśmy sprywatyzować normalne zaopatrzenie w wodę dla ludności. I są dwie różne opinie w tej sprawie. Jedyną opinię, moim zdaniem skrajną, reprezentują organizacje pozarządowe, które chcą uznania wody za prawo publiczne. Oznacza to, że jako istota ludzka powinieneś mieć prawo do wody. To ekstremalne rozwiązanie. Drugi pogląd mówi, że woda jest środkiem spożywczym jak każdy inny i jak każdy inny środek spożywczy powinna mieć wartość rynkową”.— Peter Brabeck-Letmathe w filmie „We Feed the World”
Podany fragment można interpretować na różne sposoby – to jest fakt. Drugim faktem jest to, że fragment nie oddaje kontekstu wypowiedzi. Oglądałem ten wywiad, który niestety jest po niemiecku, a język drutu kolczastego mi przez gardło nigdy nie przechodził i nie wiem, na ile można było zaufać tłumaczeniu na angielski, bo nawet minimalna zmiana może wypaczyć wypowiedź. Według mojej osobistej opinii, sens jest taki, że jeżeli cię stać, to masz płacić, a przypadek mleka modyfikowanego pokazał, że wydatek rzędu 20 czy 50% dochodów jest w korporacyjnych tabelkach do zaakceptowania.
Ale żeby nie było – nie będziemy mówić o Nestlé tylko źle. W 2005 roku przekazano organizacjom humanitarnym około 30 ton mleka w proszku dla dzieci wyprodukowanego w Hiszpanii. I w tym miejscu możemy zakończyć część dotyczącą mówienia o Nestlé w pozytywnym świetle. Mleko, które trafiło jako darowizna, miało trafić na włoski rynek, ale wykryto nadmierną migrację substancji isopropylthioxanthone (ITX) z farby druku na zewnętrznym opakowaniu kartonowym do mleka w proszku. ITX to fotostarter używany w druku UV. Władze sanitarne (Istituto Superiore di Sanità) uznały, że poziom ITX, choć nie stanowił bezpośredniego, ostrego zagrożenia toksykologicznego, przekraczał dopuszczalne normy migracji i jako taki uniemożliwiał sprzedaż produktu na rynku europejskim.
Wojny majonezowe część czwarta
Sprawą zajęła się prokuratura w Brescii. Kluczowe w tej sprawie było uznanie produktu za odpad niebezpieczny, którego nie wolno było eksportować, i trzeba makaroniarzom oddać, że wzięli się za sprawę naprawdę poważnie. Linia obrony Nestlé polegała na argumentach, że mleko było w pełni bezpieczne, a decyzja o jego wycofaniu była „nadmiernie ostrożną” decyzją administracyjną, podkreślano akt humanitarny, a nie celowe działanie przestępcze, oraz na tym, że produkt przekazano uznanym organizacjom humanitarnym, a nie odbiorcom końcowym. Na tym ringu to Nestlé było Najmanem – zostało zbite niesamowicie i nie mogło zbyt wcześnie odklepać. Prokuratura potwierdziła podwójne standardy: dlaczego mleko niebezpieczne w Europie wysłano do Afryki? Akt humanitarny uznano za cyniczną przykrywkę i próbę taniej utylizacji pod płaszczem działalności charytatywnej, i kluczowy punkt, w którym włoskie prawo zabrania eksportu odpadów niebezpiecznych, a uznanie mleka za odpad rozbiło całkiem obronę.
Zawarto ugodę, w której uznano Nestlé winnym. Miało ono pokryć wszystkie koszty sądowe, sprowadzić z powrotem mleko do Włoch i dokonać jego utylizacji, a także zapłacić grzywnę (według mediów 400 tys. euro).
Wojny majonezowe część czwarta
O rany rany, materiał jest nie wyczerpany ale mózg mam już wyprany. Koniec części czwartej.
0.77544093132019