Scena jest prosta, ale mocno porusza. Jest Wigilia. Śnieg pokrywa ziemię. Cmentarz pogrążony jest w ciszy. W centrum mężczyzna klęczy przed grobem, jakby się modlił lub cicho rozmawiał z kimś, kogo już nie ma. Obok mogiły stoi w pełni udekorowana choinka, delikatnie oświetlona. Ten szczegół wydaje się niemal niepokojący — symbol radości umieszczony w przestrzeni straty. Od razu daje do zrozumienia, że nie jest to świętowanie.
Znaczenie obrazu jest bardzo bezpośrednie i bardzo ludzkie. Boże Narodzenie powinno kojarzyć się z ciepłem, rodziną i bliskością. Tutaj staje się przypomnieniem nieobecności. Mężczyzna nie odwiedza grobu pomimo święta, lecz właśnie z jego powodu. To dzień, w którym strata odczuwana jest boleśniej. Światło choinki nie usuwa smutku — jedynie czyni go bardziej widocznym. Żałoba nie zatrzymuje się z powodu szczególnych dat.
Otto Hesselbom znany był z pejzaży wypełnionych emocjami bardziej niż działaniem. W tym dziele natura odzwierciedla wewnętrzny stan postaci. Chłód, śnieg i ciemność odzwierciedlają żałobę, podczas gdy małe światełka sugerują pamięć i miłość, które wciąż trwają. Namalowany w 1896 roku obraz wpisuje się w nurt późnodziewiętnastowiecznej sztuki skandynawskiej, w której nastrój był ważniejszy niż widowiskowość. Dzieło sprawia wrażenie cichego, osobistego i boleśnie prawdziwego.