Opowieści z praktyk
Więc kilka lat temu poszedłem do OHP (taki obóz pracy dla nieletnich) na praktyki jako dekarz, ni chuja nie wiedziałem co to i co sie tam robi ale chuj. Przyjeżdżam do firmy stoi pod brama 12 chłopa. Przedstawiam sie i mówię ze na praktyki a ci do mnie po ukraińsku nakurwiaja. Ja mam takie what the fuck? Ale chuj. Przychodzi kierownik typ wyglądał jak Dorota welman połączona z świętym Mikołajem. Wita się ze mną i mówi ze szefu czeka na górze no to co idę na górę do biura. Teraz wyobraźcie sobie Typowe biuro w januszexie czyli 2 biurka klima, najnowsze komputery i ekspres do kawy. Oczywiście kto jest w biurze? Aneta level 25 z najebanym Rossmannem na twarzy nawet mnie nie widzi, chuj z nią. Kieras gada żebym czekał to czekam jakieś 20 minut. Przychodzi szefu level 40 z ryjem przechlanym jak pan Mirek pod monopolowym ale z zegarkiem za kilka tysięcy pewnie kupionym za nigdy nie wypłacone premie pracowników XD.
Szefu nawija o bhp i ze ja jako młodociany pracownik nie mogę wchodzić na wysokości powyżej 3 metrów i ze mam nosić kask oraz szelki i przy okazji dowiaduje sie na czym konkretnie będzie mój zawód polegal lekko obsralem gacie ale za późno, umowa podpisana. Dostaje ciuchy robocze ,oczywiście uzywane bo po co kupić nowe i sie przebieram ,dobra wszystko siedzi elegancko biorę na plecy szelki i line oraz kask i sie czuje jak rambo. Wychodzę do garażu gdzie czeka na mnie moja brygada. To co tam zobaczyłem sprawiło ze zacząłem kwestionowac moje życiowe decyzję. Stal tam kieras i brygadzista, każdy z nas ma takiego wujka co na święta przyjezdza I jest cały spocony i z ojcem pije kielicha za kielichem prawda? No to macie jego wygląd. Podbija i chce reke podać przedstawiając sie a ten chuj bierze i mi odrzuca reke mówiąc ze jak sie nadam to wtedy reke poda. No nie powiem nie spodziewałem sie tego i stoję jak slup z ręką w powietrzu. Myślałem ze mnie zaraz pojebie ale myślę sobie chuj jeden sie trafił nie będzie tak źle a nie chce sobie reputacji psuć. Dobra wsiadam w busa i jadę Ja z tyłu a kieras z Ryśkiem z przodu i jedziemy.
Po jakiś 50 minutach pojawiamy sie na budowie w mieście słynącym z ruchania turystów i gór. Zimno jak szlag wiatr wieje ale góry wiec normalka. Patrzę na budowę i 5 piętrowy budynek same gołe ściany z żelbetu, stałem i przykładem sie chwilę aż zauważyłem ze dwójka moich "kompanów" spierdala gdzieś nie oglądając sie za siebie wiec tez ide. Wchodzimy na 2 piętro gdzie znajdowała sie nasza kanciapa o której muszę opowiedziec więcej bo zamiast drzwi albo płyty były tam dwie palety skręcone ze sobą które trzeba było odsuwać jak głaz w środku jako siedzenia były paczki styropianu, czajnik leżał, nie, nie stal LEZAL na ziemi wyjebany. Kubki suszyły sie na na foli ktora znajdowała sie na ziemi. Myślę sobie no budowa nikt tutaj nie będzie bawił się w wykwitne wnętrze.
Odkładam plecak i idę za dwójka po schodach coraz wyżej aż docieramy na strych gdzie było wejście na dach Rysiek wchodzi a kieras nie ja też bo bhp itd. Stoję i sie pytam co mam robić a ten do mnie ze na dach i chuj z bhp. Kurwa o mało sie nie posralem jak stanąłem na dachu a z racji iż nigdy nie byłem w takim miejscu to wspinałem sie jak pająk trzymając sie nogami i rękami łat. Ledwo weszlem a już słyszę śmiech jednego z pracowników i krzyk "MLODY CO TY ROBISZ WEZ KURWA NORMALNIE IDZ" to ja idę starając się nie wyjebac i nie powtórzyć wyczynu pewnego rapera. Ten który darł ryja na mnie okazał sie być niewiele starsz odemnie góra 20 lat. Typ miał brodę scieta jak koziołek matołek i brwi tak dojebane ze można było je przycinać sekatorem. Będę go nazywal kozioł. Wiec koziol sie przedstawia i pierwsze co robi po podaniu ręki to wyciąga 200 wiśni Soplicy i mowi ze za nowa znajomość. Rozumiecie kurwa 15 metrow w dół nierówny teren a ten mi wódkę proponuję. Ja grzecznie odmawiam i jest spoko pytam sie ci mam robić i koziol wskazuje mi paczkę dachówek i mówi żebym mu przynosił bo będzie kładł i myślę sobie okej proste zadanie niespodziewalem sie niczego więcej. Wiec podchodząc do paczki biorę nożyk i obcinam trytytke ktora wiązała cala paczkę i biorę dwie i mu niosę na co słyszę ze mam brać jedna. Paczkę. Dla kontesktu ja anon zero siły i kondycji mam targac paczkę dachówek 25 kilo. Więc ledwo niosąc ją docieram do niego i kładę i jest spoko. Stoję sobie podziwiam widoki ledwo minęło 2 minuty i koziol żebym następna dawał. Przez 6 godzin targałem dachówki po dachu. Jak schodziłem z góry to czułem sie jak Pudzian po turnieju strongman.
