"144 lata temu urodził się generał Wiktor Thommée – jeden z najwybitniejszych i najbardziej niedocenianych polskich dowódców kampanii wrześniowej 1939 roku. Oficer starej szkoły, żołnierz obowiązku i honoru, który w najtrudniejszym momencie nie opuścił swoich ludzi i walczył do końca, gdy inni tracili łączność, siły lub wiarę w sens dalszego oporu.
We wrześniu 1939 roku generał Thommée dowodził Grupą Operacyjną „Piotrków”, osłaniającą kluczowy kierunek na Warszawę. Już w pierwszych dniach wojny przyszło mu zmierzyć się z potężnymi siłami niemieckimi, dysponującymi przewagą w lotnictwie, broni pancernej i łączności. Mimo to jego oddziały stawiały zacięty opór, wiążąc znaczne siły wroga i opóźniając jego marsz w głąb kraju.
Gdy generał Juliusz Rómmel opuścił Armię „Łódź”, sytuacja polskich wojsk stała się dramatyczna. Wówczas to właśnie Wiktor Thommée przejął dowodzenie nad rozbitymi, wyczerpanymi oddziałami, porządkując je i przywracając elementarną zdolność bojową. W chaosie odwrotu potrafił zachować zimną krew i jasno wyznaczyć cel: ratować ludzi i kontynuować walkę.
Jednym z najbardziej imponujących epizodów jego dowodzenia było przebicie się z okrążenia na północ od Warszawy. W trudnych warunkach, bez pełnych informacji o sytuacji strategicznej, Thommée zdołał przeprowadzić swoje oddziały przez linie niemieckie, unikając rozbicia i zachowując spójność dowodzenia. To osiągnięcie, wymagające nie tylko odwagi, ale i znakomitego wyczucia operacyjnego.
Ostatecznie generał objął dowództwo nad obroną Twierdzy Modlin – jednego z ostatnich punktów oporu Wojska Polskiego w kampanii 1939 roku. Modlin pod jego komendą walczył długo i twardo, mimo braku amunicji, żywności i nadziei na odsiecz. Kapitulacja twierdzy nastąpiła dopiero 29 września 1939 roku, już po upadku Warszawy, i była podyktowana wyłącznie względami humanitarnymi – chęcią ocalenia żołnierzy i ludności cywilnej."
~ Bitwy Świata