Czołem,
dzisiaj mijają mi dokładnie 3 miesiące trzeźwości, kwartał, 90 dni.
Niby mało ale z perspektywy czasu i ilości myśli które w tym czasie chodziły po głowie i płatały figle to sporo.
90 dni, kurde, przez ostatnie 15 lat nie miałem takiej przerwy pomiędzy jedna dawką alko a drugą, było to maksymalnie 10-14 dni.
Szczerze to łatwo już było o dziwo.
Czuje, że z dnia na dzień jest coraz gorzej.
Są noce z snami o alkoholu, kusi mnie wstąpić na jedno piwko do baru. Kupić nawet w sklepie sikacza jakiegoś takie 2-3%.
Myślałem, że z biegiem czasu będzie coraz łatwiej a jest gorzej.
Fizycznie czuje się tak samo jak w trakcie picia, mniej biorę tabletek przeciwbólowych. Od jakiegoś czasu coś mnie jebie w bebechach, mam od dwóch tygodni biegunkę, piję amol i krople żołądkowe dodatkowo biorę stoperan.
Boję się że to może być trzustka ewentualnie dwunastnica ale to dziwne bo po przestaniu picia powinno być dobrze a tu jest kiepksko z tym. Jakoby alkohol uśmierzał ból ??
W dalszym ciągu nie byłem na żadnym mittingu.
Wydaje mi się, że radzę sobie z tym sam.
Głowa ciągle przelicza wszystko na browary/wódę.
Chodzę do kościoła w sobotę żeby nie pić.
Życzę sobie kolejnych 90 dni ale idzie lato...będzie ciężej.