52
Czołem,
dzisiaj mijają mi dokładnie 3 miesiące trzeźwości, kwartał, 90 dni.
Niby mało ale z perspektywy czasu i ilości myśli które w tym czasie chodziły po głowie i płatały figle to sporo.

90 dni, kurde, przez ostatnie 15 lat nie miałem takiej przerwy pomiędzy jedna dawką alko a drugą, było to maksymalnie 10-14 dni.

Szczerze to łatwo już było o dziwo. 
Czuje, że z dnia na dzień jest coraz gorzej.
Są noce z snami o alkoholu, kusi mnie wstąpić na jedno piwko do baru. Kupić nawet w sklepie sikacza jakiegoś takie 2-3%.
Myślałem, że z biegiem czasu będzie coraz łatwiej a jest gorzej.

Fizycznie czuje się tak samo jak w trakcie picia, mniej biorę tabletek przeciwbólowych. Od jakiegoś czasu coś mnie jebie w bebechach, mam od dwóch tygodni biegunkę, piję amol i krople żołądkowe dodatkowo biorę stoperan. 
Boję się że to może być trzustka ewentualnie dwunastnica ale to dziwne bo po przestaniu picia powinno być dobrze a tu jest kiepksko z tym. Jakoby alkohol uśmierzał ból ??

W dalszym ciągu nie byłem na żadnym mittingu. 
Wydaje mi się, że radzę sobie z tym sam. 
Głowa ciągle przelicza wszystko na browary/wódę.

Chodzę do kościoła w sobotę żeby nie pić. 

Życzę sobie kolejnych 90 dni ale idzie lato...będzie ciężej.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
27
Udało się przetrwać święta. 
Drugi dzień świąt u rodziny z drugiej strony. 
Kulturalnie, nie pijesz ok. 
Tu się bałem bo to taka rodzina że się wychodziło na czworaka czasami. 
Okazało się że jeden kuzyn ma hemoroidy i się przestraszył i zrezygnował. Wujek wczoraj przesadził i dzisiaj nie patrzy na alkohol. 
Ciotki jedynie sączyły jakiś likierek ale to po kieliszku.
Ja podziękowałem i o dziwo po pierwszym razie wystarczyło.

Reasumując. 
Stwierdzam wszech i wobec że nudziarz się ze mnie zrobił. Nawet siostra zauważyła że jakie taki smutny chodzę. 
Jak wcześniej tylko alkohol mi sprawiał przyjemność to teraz nic. 
Czuję wewnętrzna pustkę. 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
45
Czołem.
Byłem u rodziny na spotkaniu świątecznym.
Było ciężko, od wejścia posądzili w tej części stołu z kuzynami pijącymi. 
Powiedziałem że nie pije ale i tak postawili przede mną kieliszek. 
Chwilę później nalali go. 
Odmawiając głos mi się łamał. 
Uśmiali się wszyscy przy stole jak podziękowałem. Uznali że żartuje bo taki żartowniś ze mnie jest.

W trakcie pierwszego toastu nie podniosłem to zrobił się mały raban. 
Jednocześnie były to imieniny ciotki i poszedł argument czy za zdrowie cioteczki się nie napije? Powiedziałem że chętnie ale herbatką. 
Mąż ciotki powiedział że "Mam minusa i niego". Reszta zgromadzonych przyznała mu rację. 
Najgorszy dzień ever...
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.13613486289978