NBA na republice
Sport
2 m
4
Jak naprawdę wygląda ten dobrowolny podstawowy kurs bezpieczeństwa? Byłem, więc się dzielę
Dyskusje ogólne
2 m
43
TL;DR dla leniwych:
Halo, byłem wczoraj na tym podstawowym kursie bezpieczeństwa organizowanym przez wojsko. Obawiałem się nudnego pierdolenia i czytania z kartki, czy innego PowerPointa, a wyszło jedno z fajniejszych szkoleń, jakie zaliczyłem. Było cyberbezpieczeństwo, survival, pierwsza pomoc, rozpalanie ognia jak w jakimś Minecraftcie, rollercoaster Jelczem, kiełba z ogniska, grochówka i prezenty na koniec. Mega polecam, ale ubierzcie kalesony, bo w lesie strasznie piździ.
Halo, byłem wczoraj na tym podstawowym kursie bezpieczeństwa organizowanym przez wojsko. Obawiałem się nudnego pierdolenia i czytania z kartki, czy innego PowerPointa, a wyszło jedno z fajniejszych szkoleń, jakie zaliczyłem. Było cyberbezpieczeństwo, survival, pierwsza pomoc, rozpalanie ognia jak w jakimś Minecraftcie, rollercoaster Jelczem, kiełba z ogniska, grochówka i prezenty na koniec. Mega polecam, ale ubierzcie kalesony, bo w lesie strasznie piździ.
Dobra, do rzeczy. Jakiś czas temu wyskoczyło mi na FB info o tych szkoleniach, że niby można zapisać się przez mObywatela i z ciekawości postanowiłem sprawdzić, jak bardzo topornie zostało to zrobione. Ku mojemu zaskoczeniu widać, że ktoś raczej się przyłożył do tego, żeby cały proces był szybki i wygodny, bo wystarczyło pyk, pyk, pyk, jako tako kilka kliknięć, żeby już z mapy wybierać nasze miasto i pasujący termin, enter i gotowe. Na koniec apka zapytała, czy chciałbym od razu dodać informację o tym do kalendarza w telefonie – Polska 2077 XD. Potwierdzenie na maila, dodatkowe info, przypomnienia dzień przed, dwa dni przed, rano w dniu szkolenia – elegancko.
Lecimy z opisem dnia, ale ostrzegam, że będzie długo. Mieliśmy być w jednostce o 7:45. Przed wejściem sprawdzenie dowodu i pyk, już czekamy sobie na portierni na resztę uczestników, bo zapisanych było +/- 15 osób. Koniec końców była nas 4 lol – byłem szczerze zaskoczony tak małym zainteresowaniem i tym, że tyle osób się zapisało, a koniec końców nie przyszło. Była wcześniej w mailu informacja, że jeśli będzie nas mniej niż 10 osób, to szkolenie może się nie odbyć, ale organizatorzy postanowili, że wszystko będzie według planu. O 8:00 dziewczyna nas zawinęła i czasem zastanawiałem się, czy na pewnie wie, gdzie idzie, bo zapierdalaliśmy do drugiego budynku ponad 10 minut.
1. Cyberbezpieczeństwo
Na początku przywitanie i prezentacja planu dnia, a po tym - pierwsze szkolenie z podstaw cyberbezpieczeństwa. Prowadziła je młoda babeczka, która widać, że była zajarana tematem. Wyjaśnienie najczęstszych ataków wraz z przykładami oraz dużo porad, jak się przed nimi chronić – akurat miałem podobne szkolenie z pracy kilka tygodni temu, więc większość wiedziałem, ale widać, że chciało jej się przygotować. Drugą część tego szkolenia prowadził gość, który opowiadał o ryzykach związanych z powszechnym IoT, czyli tym, że nasza lodówka czy inny włącznik światła ma połączenie z internetem i jak to ogarnąć, żeby było bezpiecznie – tu osobiście więcej rzeczy było dla mnie nowych. Babki pewnie gdyby nie stopowali i nie przypominali, że czas nas goni, to pewnie do wieczora byśmy tam siedzieli – tyle miała przykładów. :D
2. Wstęp do podstaw bezpieczeństwa
Dowiedzieliśmy się, w jaki sposób są ogłaszane alarmy, a jak anulowane i co należy zrobić słysząc taki alarm. Jak zabezpieczyć dom na wypadek ewakuacji i jak już się wcześniej do czegoś takiego przygotować. Jak zabezpieczyć ważne dokumenty, a co zrobić ze zwierzętami. Jak gadać z ratownikami w śmigłowcu i czego przy tym absolutnie nie robić. Co w przypadku skażenia chemicznego z jakiegoś zakładu i możliwej w takiej sytuacji chmurze trującego pyłu, czy tam gazu i jak na coś takiego zabezpieczyć swój dom i dużo, dużo, dużo więcej. Gość też konkretny i ogarnięty.
3. Plecak przetrwania
Kolejnym punktem był plecak przetrwania. Tę część prowadziło dwóch gości po 30 – jeden wyglądający bardziej na pracownika biurowego, a drugi taki „koksik”. Jak chłopaki przynieśli swoje plecaki i rozłożyli je na podłodze, to wyglądało to jak jakiś loot z Tarkova. Rozpakowywali rzeczy, pokazywali, opowiadali, podpowiadali, gdzie coś takiego można kupić, na co zwracać uwagę, co jest zbędne, co warto kupić w pierwszej kolejności, a co można dokupić z czasem. Autentycznie widać było, że się tym jarają i w tym siedzą, a nie przyszli tylko odbębnić i fajrant.
Lecimy z opisem dnia, ale ostrzegam, że będzie długo. Mieliśmy być w jednostce o 7:45. Przed wejściem sprawdzenie dowodu i pyk, już czekamy sobie na portierni na resztę uczestników, bo zapisanych było +/- 15 osób. Koniec końców była nas 4 lol – byłem szczerze zaskoczony tak małym zainteresowaniem i tym, że tyle osób się zapisało, a koniec końców nie przyszło. Była wcześniej w mailu informacja, że jeśli będzie nas mniej niż 10 osób, to szkolenie może się nie odbyć, ale organizatorzy postanowili, że wszystko będzie według planu. O 8:00 dziewczyna nas zawinęła i czasem zastanawiałem się, czy na pewnie wie, gdzie idzie, bo zapierdalaliśmy do drugiego budynku ponad 10 minut.
1. Cyberbezpieczeństwo
Na początku przywitanie i prezentacja planu dnia, a po tym - pierwsze szkolenie z podstaw cyberbezpieczeństwa. Prowadziła je młoda babeczka, która widać, że była zajarana tematem. Wyjaśnienie najczęstszych ataków wraz z przykładami oraz dużo porad, jak się przed nimi chronić – akurat miałem podobne szkolenie z pracy kilka tygodni temu, więc większość wiedziałem, ale widać, że chciało jej się przygotować. Drugą część tego szkolenia prowadził gość, który opowiadał o ryzykach związanych z powszechnym IoT, czyli tym, że nasza lodówka czy inny włącznik światła ma połączenie z internetem i jak to ogarnąć, żeby było bezpiecznie – tu osobiście więcej rzeczy było dla mnie nowych. Babki pewnie gdyby nie stopowali i nie przypominali, że czas nas goni, to pewnie do wieczora byśmy tam siedzieli – tyle miała przykładów. :D
2. Wstęp do podstaw bezpieczeństwa
Dowiedzieliśmy się, w jaki sposób są ogłaszane alarmy, a jak anulowane i co należy zrobić słysząc taki alarm. Jak zabezpieczyć dom na wypadek ewakuacji i jak już się wcześniej do czegoś takiego przygotować. Jak zabezpieczyć ważne dokumenty, a co zrobić ze zwierzętami. Jak gadać z ratownikami w śmigłowcu i czego przy tym absolutnie nie robić. Co w przypadku skażenia chemicznego z jakiegoś zakładu i możliwej w takiej sytuacji chmurze trującego pyłu, czy tam gazu i jak na coś takiego zabezpieczyć swój dom i dużo, dużo, dużo więcej. Gość też konkretny i ogarnięty.
3. Plecak przetrwania
Kolejnym punktem był plecak przetrwania. Tę część prowadziło dwóch gości po 30 – jeden wyglądający bardziej na pracownika biurowego, a drugi taki „koksik”. Jak chłopaki przynieśli swoje plecaki i rozłożyli je na podłodze, to wyglądało to jak jakiś loot z Tarkova. Rozpakowywali rzeczy, pokazywali, opowiadali, podpowiadali, gdzie coś takiego można kupić, na co zwracać uwagę, co jest zbędne, co warto kupić w pierwszej kolejności, a co można dokupić z czasem. Autentycznie widać było, że się tym jarają i w tym siedzą, a nie przyszli tylko odbębnić i fajrant.
4. Pierwsza pomoc
Dowiedzieliśmy się o podstawach udzielania pierwszej pomocy, o niedawnych zmianach w wytycznych do RKO, jak zadbać o własne bezpieczeństwo chcąc pomóc komuś innemu, były ćwiczenia praktyczne na fantomie, było omówienie pierwszej pomocy u osoby dorosłej, u dziecka i u niemowlęcia. Był pokazany defibrylator AED (to są te pomarańczowe skrzyneczki, które czasem widać w miejscach typu urzędy miasta, szkoły, baseny, itp.), jak z niego korzystać i czego pod żadnym pozorem nie robić, żeby nie porazić siebie. Pani prowadząca na co dzień, jak akurat nie jest w WOT, pracuje w szpitalu miejskim, co też było dla mnie ciekawe.
Potem było omówienie i prezentacja różnych rodzajów opatrunków od zwykłych bandaży, po takie, jakie zakłada się w przypadku dziury na wylot; przez plaster, który wyglądał jak wielka łatka na dętkę rowerową, którego używa się w sytuacji przebitego płuca, żeby poszkodowany nie nabawił się odmy płucnej, po szczegółowe omówienie zastosowania stazy taktycznej. Wszystko można było zobaczyć, wziąć do ręki i założyć sobie – mega fajnie i ciekawie.
5. Wycieczka Jelczem i podstawy survivalu
Zapakowali nas na pakę do Jelcza i pojechaliśmy w pizdu za miasto na poligon-nie-poligon, gdzieś do lasu, gdzie tego dnia szkolili się też żołnierze WOT – oj, wytelepało nas po tych wertepach... XD
6. Nawigacja
Na miejscu zaczęliśmy od szkolenia z orientacji w terenie, korzystania mapy i użycia busoli w celu wyznaczenia swojego położenia na mapie. Czytałem o tym kiedyś, ale dopiero praktyka sprawiła, że faktycznie zaczęło mieć sens. Czas gonił, więc zaraz po tym zawinął nas kolejny instruktor.
7. Rozpalanie ognia i uzdatnianie wody
Pora na rozpalanie ognia i uzdatnianie wody. W tej części zobaczyliśmy, jak rozpalić ogień za pomocą nadmanganianu potasu i gliceryny albo nadmanganianu potasu i płynu chłodniczego. Dowiedzieliśmy się też, że ten nadmanganian jest fajny, bo można nim rozpalić ogień, zdezynfekować ranę, a także uzdatnić wodę do picia, jeśli jest skażona biologicznie. Potem było rozpalanie ognia za pomocą krzesiwa, wacików, tamponów i kory brzozowej – ćwiczyliśmy tak długo, aż każdy z nas samodzielnie go nie rozpalił. Dowiedzieliśmy się też, jak przygotować ognisko, które samo się rozpala bez dmuchania, a które można łatwo i szybko zgasić tak, żeby nie zostawić po nim śladu.
Potem była część o uzdatnianiu wody w przypadku różnych skażeń, że warto kupić sobie specjalną rurkę do picia, która odkaża wodę i jak uzdatnić wodę w przypadku zanieczyszczeń fizycznych, biologicznych i chemicznych, kiedy akurat takiej nie mamy. Tu znowu widać było lata praktyki u instruktora i to, jak ten gość był tym wszystkim zajarany – on pewnie nawet grilla w ten sposób rozpala. Strasznie, ale to strasznie piździło w tym lesie, więc wszelkie ćwiczenia praktyczne, a najbardziej rozpalanie ognia umilały nam marznięcie. Z uzdatniania wody przeszliśmy do przygotowania improwizowanego schronienia w lesie.
Dowiedzieliśmy się o podstawach udzielania pierwszej pomocy, o niedawnych zmianach w wytycznych do RKO, jak zadbać o własne bezpieczeństwo chcąc pomóc komuś innemu, były ćwiczenia praktyczne na fantomie, było omówienie pierwszej pomocy u osoby dorosłej, u dziecka i u niemowlęcia. Był pokazany defibrylator AED (to są te pomarańczowe skrzyneczki, które czasem widać w miejscach typu urzędy miasta, szkoły, baseny, itp.), jak z niego korzystać i czego pod żadnym pozorem nie robić, żeby nie porazić siebie. Pani prowadząca na co dzień, jak akurat nie jest w WOT, pracuje w szpitalu miejskim, co też było dla mnie ciekawe.
Potem było omówienie i prezentacja różnych rodzajów opatrunków od zwykłych bandaży, po takie, jakie zakłada się w przypadku dziury na wylot; przez plaster, który wyglądał jak wielka łatka na dętkę rowerową, którego używa się w sytuacji przebitego płuca, żeby poszkodowany nie nabawił się odmy płucnej, po szczegółowe omówienie zastosowania stazy taktycznej. Wszystko można było zobaczyć, wziąć do ręki i założyć sobie – mega fajnie i ciekawie.
5. Wycieczka Jelczem i podstawy survivalu
Zapakowali nas na pakę do Jelcza i pojechaliśmy w pizdu za miasto na poligon-nie-poligon, gdzieś do lasu, gdzie tego dnia szkolili się też żołnierze WOT – oj, wytelepało nas po tych wertepach... XD
6. Nawigacja
Na miejscu zaczęliśmy od szkolenia z orientacji w terenie, korzystania mapy i użycia busoli w celu wyznaczenia swojego położenia na mapie. Czytałem o tym kiedyś, ale dopiero praktyka sprawiła, że faktycznie zaczęło mieć sens. Czas gonił, więc zaraz po tym zawinął nas kolejny instruktor.
7. Rozpalanie ognia i uzdatnianie wody
Pora na rozpalanie ognia i uzdatnianie wody. W tej części zobaczyliśmy, jak rozpalić ogień za pomocą nadmanganianu potasu i gliceryny albo nadmanganianu potasu i płynu chłodniczego. Dowiedzieliśmy się też, że ten nadmanganian jest fajny, bo można nim rozpalić ogień, zdezynfekować ranę, a także uzdatnić wodę do picia, jeśli jest skażona biologicznie. Potem było rozpalanie ognia za pomocą krzesiwa, wacików, tamponów i kory brzozowej – ćwiczyliśmy tak długo, aż każdy z nas samodzielnie go nie rozpalił. Dowiedzieliśmy się też, jak przygotować ognisko, które samo się rozpala bez dmuchania, a które można łatwo i szybko zgasić tak, żeby nie zostawić po nim śladu.
Potem była część o uzdatnianiu wody w przypadku różnych skażeń, że warto kupić sobie specjalną rurkę do picia, która odkaża wodę i jak uzdatnić wodę w przypadku zanieczyszczeń fizycznych, biologicznych i chemicznych, kiedy akurat takiej nie mamy. Tu znowu widać było lata praktyki u instruktora i to, jak ten gość był tym wszystkim zajarany – on pewnie nawet grilla w ten sposób rozpala. Strasznie, ale to strasznie piździło w tym lesie, więc wszelkie ćwiczenia praktyczne, a najbardziej rozpalanie ognia umilały nam marznięcie. Z uzdatniania wody przeszliśmy do przygotowania improwizowanego schronienia w lesie.
8. Schronienie
Tu znowu wysłuchaliśmy o rodzajach schronień, o czym należy wiedzieć przygotowując takie schronienie, na co warto zwracać uwagę jeszcze zanim zaczniemy je przygotowywać i jaki sprzęt jest przydatny do ich budowy. Na koniec tej części sami zbudowaliśmy takie prowizoryczne zadaszenie z plandeki, znalezionych kijów i linki – rezultat oceniam na mniej niż 30%, ale pewnie po jednej nocy w takim chujowym schronieniu do budowy kolejnego mielibyśmy już motywację, żeby przyłożyć się bardziej. XD
9. Zakończenie szkolenia
I to by było tyle, jeśli chodzi o część szkoleniową. Nadszedł czas na ogrzanie się przy ognisku, kiełbasę, grochówkę i podsumowanie szkolenia. Ludzi w tym lesie było od groma i pomimo tej piździawy, wszyscy wydawali się być z tego faktu zadowoleni. Byli młodzi, starzy, faceci, kobitki, które o dziwo, nie były jakąś hiper rzadkością. Wypełniliśmy anonimowe ankiety oceniające naszą satysfakcję ze szkolenia, otrzymaliśmy certyfikaty ukończenia i nawet upominki były. Każdy z nas dostał w pełni wyposażoną apteczkę wojskową, co dla mnie było miłym zaskoczeniem.
Tak, jak wcześniej pisałem – rozjebany byłem niskim zainteresowaniem. Byłem ja, jakiś emeryt, kobieta koło 60 i jeszcze jedna kobieta na oko przed 50 – dla taka frekwencja jest dość dziwna.
Podsumowując – ja jestem bardzo zadowolony i, jak wcześniej nie planowałem zapisywać się na inne z tych szkoleń, tak po tym zapisałem się od razu na całodniowy kurs medyczny z tej serii.
Jeśli ktoś też chciałby się wybrać, to zalecam kalesony, coś dodatkowego z długim rękawem, grube skarpety i zimowe buty. Według mnie naprawdę warto i choć grafik mam ostatnio bardzo napięty, to nie żałuję. Jak ktoś się waha, to po tej dzidzie mam nadzieję, że już nie będzie. Jeśli będzie zainteresowanie, to napiszę też opinię o kolejnym szkoleniu. Trzymajcie się, a ja wypierdalam.
Tu znowu wysłuchaliśmy o rodzajach schronień, o czym należy wiedzieć przygotowując takie schronienie, na co warto zwracać uwagę jeszcze zanim zaczniemy je przygotowywać i jaki sprzęt jest przydatny do ich budowy. Na koniec tej części sami zbudowaliśmy takie prowizoryczne zadaszenie z plandeki, znalezionych kijów i linki – rezultat oceniam na mniej niż 30%, ale pewnie po jednej nocy w takim chujowym schronieniu do budowy kolejnego mielibyśmy już motywację, żeby przyłożyć się bardziej. XD
9. Zakończenie szkolenia
I to by było tyle, jeśli chodzi o część szkoleniową. Nadszedł czas na ogrzanie się przy ognisku, kiełbasę, grochówkę i podsumowanie szkolenia. Ludzi w tym lesie było od groma i pomimo tej piździawy, wszyscy wydawali się być z tego faktu zadowoleni. Byli młodzi, starzy, faceci, kobitki, które o dziwo, nie były jakąś hiper rzadkością. Wypełniliśmy anonimowe ankiety oceniające naszą satysfakcję ze szkolenia, otrzymaliśmy certyfikaty ukończenia i nawet upominki były. Każdy z nas dostał w pełni wyposażoną apteczkę wojskową, co dla mnie było miłym zaskoczeniem.
Tak, jak wcześniej pisałem – rozjebany byłem niskim zainteresowaniem. Byłem ja, jakiś emeryt, kobieta koło 60 i jeszcze jedna kobieta na oko przed 50 – dla taka frekwencja jest dość dziwna.
Podsumowując – ja jestem bardzo zadowolony i, jak wcześniej nie planowałem zapisywać się na inne z tych szkoleń, tak po tym zapisałem się od razu na całodniowy kurs medyczny z tej serii.
Jeśli ktoś też chciałby się wybrać, to zalecam kalesony, coś dodatkowego z długim rękawem, grube skarpety i zimowe buty. Według mnie naprawdę warto i choć grafik mam ostatnio bardzo napięty, to nie żałuję. Jak ktoś się waha, to po tej dzidzie mam nadzieję, że już nie będzie. Jeśli będzie zainteresowanie, to napiszę też opinię o kolejnym szkoleniu. Trzymajcie się, a ja wypierdalam.
