Sprawa Kedysa

172
Sprawa Kedysa
W małej, zamożnej miejscowości Garliava pod Kownem, na Litwie, mieszkał mężczyzna o imieniu Drąsius Kedys. Urodzony w 1972 roku, był postawnym biznesmenem handlującym futrami, zapalonym kulturystą i – przede wszystkim – ojcem. W 2004 roku, gdy miał 32 lata, jego młoda partnerka Laimutė Stankūnaitė (wtedy zaledwie osiemnastolatka, a związek zaczął się jeszcze wcześniej) urodziła im córkę. Nazwali ją Deimantė – Diament.Początkowo życie wydawało się proste. Drąsius kochał córkę nad życie. Mała Deimantė była dla niego całym światem – jasnowłosa, rezolutna dziewczynka, która uwielbiała spędzać czas z tatą. Ale związek rodziców rozpadł się. W 2006–2008 roku doszło do gwałtownej walki o opiekę nad dzieckiem. Drąsius, silny i uparty, nie zamierzał oddać córki matce.Pewnego dnia, pod koniec 2008 roku, wszystko się zmieniło. Deimantė, wtedy zaledwie czteroletnia, zaczęła mówić rzeczy, które zmroziły krew w żyłach jej ojca. Opowiadała o „wujkach”, którzy robili jej „brzydkie rzeczy” – dotykali ją, kazali wykonywać czynności seksualne, penetrowali „wszędzie”. Wymieniała imiona. Jednym z nich był sędzia Jonas Furmanavičius. Innym – Andrius Ūsas, wpływowy biznesmen i asystent polityka. Trzecią osobą była siostra Laimutė – Violeta Naruševičienė, którą dziewczynka oskarżyła o pomoc w sprowadzaniu tych mężczyzn.Drąsius nie mógł uwierzyć. Nagrywał córkę na wideo – kilka godzin materiału, na którym mała Deimantė, z dziecięcą szczerością i szczegółami, które trudno było uznać za wymyślone, opowiadała o tym, co jej robiono. Pokazywała gestami, gdzie ją dotykano, jak wyglądały spotkania. Ojciec skopiował te nagrania na setki płyt DVD i rozesłał je do polityków, prokuratorów, dziennikarzy, policji – ponad dwieście kopii. Pisał listy, błagał o pomoc. „To pedofilska sieć chroniona przez system” – powtarzał.Litewski wymiar sprawiedliwości jednak milczał albo działał opieszale. Śledztwo toczyło się, ale nikt z oskarżonych nie został aresztowany. Drąsius czuł, że sprawa jest tuszowana – zbyt wielu wpływowych ludzi było zamieszanych. W grudniu 2008 roku sąd przyznał mu pełną opiekę nad Deimantę, bez prawa kontaktów dla matki. Na jakiś czas ukrył córkę przed światem.Mijały miesiące. Ojciec coraz bardziej pogrążał się w rozpaczy i gniewie. System, który powinien chronić dziecko, wydawał się stać po stronie sprawców. W październiku 2009 roku Drąsius podjął decyzję, która na zawsze zmieniła jego życie i wstrząsnęła całym krajem.5 października 2009 roku, w Kownie, padły strzały. Sędzia Jonas Furmanavičius został zastrzelony niedaleko swojego domu – kilka kul w ciało. Tego samego dnia zabito Violetę Naruševičienė, siostrę Laimutę, którą Drąsius oskarżał o stręczycielstwo. Policja natychmiast wydała list gończy za Drąsiusem Kedysem. On sam zniknął bez śladu.Przez pół roku cały Litwa żyła w napięciu. Drąsius stał się dla wielu bohaterem – ojcem, który nie czekał, aż system dalej krzywdzł jego dziecko. Ludzie mówili: „Zrobił to, co my byśmy chcieli zrobić, ale się boimy”. Inni nazywali go mordercą.17 kwietnia 2010 roku, podczas ogólnokrajowej akcji sprzątania, wolontariusze znaleźli ciało Drąsiusa w Zalewie Kowieńskim. Leżało na brzegu. Obok znaleziono pistolet użyty w zabójstwach. Oficjalna wersja prokuratury: śmierć przypadkowa – po pijanemu zadławił się własnymi wymiocinami. Wielu Litwinów w to nie uwierzyło. Podejrzewano morderstwo albo samobójstwo, by uniknąć procesu. 
Pogrzeb Drąsiusa zamienił się w manifestację – przyszły tysiące ludzi.Kilka miesięcy później, 13 czerwca 2010, zmarł trzeci z oskarżonych – Andrius Ūsas. Oficjalnie: wypadek quadami – wypadł z pojazdu i utopił się w strumyku głębokim na 20 centymetrów. Kolejna śmierć, która tylko podsyciła teorie spiskowe.Opiekę nad Deimantę przejęła siostra Drąsiusa – Neringa Venckienė, sędzia i kobieta o silnym charakterze. Mała dziewczynka mieszkała u cioci w Garliavie. Dom otaczały tłumy zwolenników – ludzie stali tam miesiącami, pilnując, by nikt nie zabrał dziecka matce. Neringa walczyła w sądach, została posłanką, stworzyła ruch społeczny przeciwko korupcji i pedofilii w elitach. Nazywano ich „fiołkami” (od koloru, który symbolizował sprawę).Sprawa podzieliła Litwę na pół. Jedni widzieli w Kedysie mściciela i ofiarę skorumpowanego systemu. Drudzy – niebezpiecznego wariata, który mógł manipulować dzieckiem w walce o opiekę. Ekspertyzy psychologiczne były sprzeczne: niektóre potwierdzały wiarygodność zeznań Deimantę, inne sugerowały sugestię lub wpływ ojca.W maju 2012 roku, gdy Deimantė miała osiem lat, sąd ostatecznie nakazał oddać ją matce. 17 maja o świcie setki policjantów z oddziałów antyterrorystycznych otoczyły dom w Garliavie. Przebili się przez kordon protestujących (aresztowano 39 osób). Mała dziewczynka krzyczała, płakała, broniła się – nagrania z tej akcji obiegły cały kraj. Wyrwano ją z ramion cioci i oddano Laimutė.Od tamtej pory Deimantė praktycznie zniknęła z życia publicznego. Najprawdopodobniej wyjechała z matką za granicę (prawdopodobnie do Wielkiej Brytanii), zmieniono jej dane dla ochrony. Neringa Venckienė uciekła do USA w 2013 roku, oskarżona o utrudnianie wymiaru sprawiedliwości. Została wydana w 2019 i stanęła przed litewskim sądem.Sprawa Drąsiusa Kedysa do dziś pozostaje jedną z najbardziej bolesnych i kontrowersyjnych w historii Litwy. Dla jednych jest symbolem tego, jak system zawodzi najsłabszych i jak desperacki ojciec może sięgnąć po ostateczność. Dla drugich – przestrogą przed samosądem i moralną paniką.A Deimantė? Mała dziewczynka, której głos uruchomił lawinę, dziś jest już dorosłą kobietą. Nikt nie wie, co naprawdę pamięta i jak wyglądało jej życie. Historia ojca, który próbował ją chronić za wszelką cenę, wciąż wywołuje łzy, gniew i dyskusje przy stole w litewskich domach.Bo czasem prawda jest tak brudna, że nawet system nie chce jej zobaczyć. A ojciec… ojciec po prostu nie mógł patrzeć, jak jego diament jest niszczony.
Sprawa Kedysa
Żona która stręczyła własną córeczkę. 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.10255217552185